Kilka lat temu, podczas wyprawy na Babią Górę w sierpniu, jeden z uczestników grupy wyciągał co chwilę telefon i porównywał trzy różne prognozy naraz. IMGW zapowiadało zachmurzenie z przelotnymi opadami, ICM UW rysowało czyste niebo po południu, a Yr.no – norweska platforma – informowało o burzy już od południa. Wszyscy mieli rację, tylko w różnych momentach dnia i na różnych wysokościach. To nie jest anegdota o zawodności prognoz – to ilustracja tego, że każdy z tych serwisów opiera się na innych założeniach modelowych i innym podejściu do prezentacji danych.
W 2026 roku dostęp do prognoz pogody jest łatwiejszy niż kiedykolwiek, ale paradoksalnie rośnie też dezorientacja – bo skąd wiedzieć, któremu źródłu zaufać? Poniżej staram się odpowiedzieć na najczęstsze pytania, jakie słyszę od czytelników Pogodaka.
Czym różnią się modele numeryczne stojące za każdym serwisem?
To pytanie fundamentalne, bo prognoza jest tylko tak dobra, jak model, który ją generuje. IMGW – Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – korzysta przede wszystkim z modelu COSMO w wersji lokalnej (COSMO-PL) oraz z danych ECMWF (Europejskiego Centrum Prognoz Średnioterminowych). COSMO-PL działa na siatce o rozdzielczości 2,8 km dla obszaru Polski, co oznacza stosunkowo dobrą lokalizację zjawisk. IMGW ma też własną sieć stacji pomiarowych – ponad 60 stacji synoptycznych i kilkaset opadowych – co przekłada się na jakość danych wejściowych do modelu.
ICM UW – Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego – uruchamia własny łańcuch modeli: globalny GFS (od NOAA) jest tu punktem startowym, a następnie dane są dynamicznie downscalowane przez model WRF do rozdzielczości 4 km dla Polski i 1,3 km dla wybranych obszarów. To właśnie ta wysoka rozdzielczość jest kartą przetargową ICM. Model WRF jest szczególnie czuły na orografię terenu, co ma znaczenie w Tatrach, Sudetach czy na Roztoczu.
Yr.no korzysta z modelu MEPS (MetCoOp Ensemble Prediction System) – systemu ensemble opracowanego przez służby meteorologiczne Norwegii, Szwecji, Finlandii i Estonii. Dla obszaru Europy Środkowej serwis sięga po dane ECMWF oraz model Harmonie-AROME w rozdzielczości 2,5 km. Yr.no nie ma własnej sieci obserwacyjnej w Polsce, co jest istotnym ograniczeniem przy prognozowaniu lokalnych zjawisk.
Jak daleko w przód każdy serwis prognozuje wiarygodnie?
Tu odpowiedź jest bardziej niuansowana, niż mogłoby się wydawać.
Prognozy krótkoterminowe (0–48 godzin)
Na tym horyzoncie wszystkie trzy serwisy radzą sobie przyzwoicie, ale różnią się detalami. IMGW wydaje komunikaty i ostrzeżenia meteorologiczne, które są prawnie wiążące dla służb publicznych – to jedyny serwis z tej trójki, który ma taki status. Jeśli IMGW wydaje ostrzeżenie drugiego stopnia przed burzami, straż pożarna i zarządcy dróg muszą to brać pod uwagę. ICM UW w tym oknie czasowym wyróżnia się szczegółowością map opadów i wiatru – aktualizacja co 6 godzin, z możliwością podglądu prognoz co 1 godzinę. Yr.no aktualizuje dane dla Polski co 6 godzin i prezentuje je w bardzo czytelnym interfejsie godzinowym.
Prognozy średnioterminowe (3–7 dni)
To tutaj zaczynają się schody. IMGW opiera się na ECMWF, który jest globalnie uznawanym liderem prognoz 5–10-dniowych – w niezależnych rankingach WMO (Światowej Organizacji Meteorologicznej) ECMWF regularnie bije GFS-a. ICM UW na tym horyzoncie traci część swojej przewagi rozdzielczościowej, bo niepewność w modelu GFS (który zasila WRF) rośnie szybciej niż w ECMWF. Yr.no dla prognoz 5–7-dniowych korzysta z ECMWF, co stawia go w podobnej lidze co IMGW.
Prognozy długoterminowe (8–14 dni)
Żaden z trzech serwisów nie powinien być traktowany jako wiarygodne źródło dla tego horyzontu. IMGW publikuje prognozy 14-dniowe, ale sam zaznacza, że po 7. dniu dokładność spada dramatycznie. ICM UW zatrzymuje się na 72 godzinach dla modelu wysokorozdzielczościowego. Yr.no pokazuje 10 dni, ale wyraźnie różnicuje pewność prognoz kolorystyką interfejsu.
Gdzie każdy serwis wypada najlepiej geograficznie?
Polska to kraj o zróżnicowanej rzeźbie terenu – od Żuław Wiślanych poniżej poziomu morza po Rysy na 2499 m n.p.m. – i to zróżnicowanie ma realny wpływ na dokładność prognoz.
| Region | IMGW | ICM UW | Yr.no |
|---|---|---|---|
| Tatry i Podhale | Dobry (sieć stacji, doświadczenie) | Bardzo dobry (WRF 1,3 km) | Przeciętny (brak lokalnych danych) |
| Wybrzeże Bałtyku | Bardzo dobry (stacje morskie) | Dobry | Dobry (MEPS sprawdza się nad morzem) |
| Nizina Mazowiecka | Dobry | Dobry | Dobry |
| Sudety i Przedgórze | Dobry | Bardzo dobry | Przeciętny |
| Pojezierze Mazurskie | Dobry | Dobry | Dobry |
W górach – zarówno w Tatrach, jak i w Sudetach – ICM UW ma realną przewagę dzięki wysokiej rozdzielczości przestrzennej modelu WRF. Różnica między Zakopanem (813 m n.p.m.) a Halą Gąsienicową (1520 m n.p.m.) to dla tego modelu nie problem – jest w stanie odwzorować efekt föhna czy lokalne wzmocnienie wiatru halnego z większą precyzją niż konkurencja. Na wybrzeżu natomiast IMGW korzysta z sieci bojek pomiarowych i stacji portowych, co przekłada się na lepszą prognozę warunków morskich.
Jak wygląda interfejs i czytelność danych dla przeciętnego użytkownika?
Nie każdy czyta prognozy jak meteorolog. Dla większości użytkowników liczy się to, czy serwis szybko odpowiada na pytanie „czy jutro będzie padać w Krakowie o 14:00
Komentarze (1 komentarz)